Odsłuchaj:
Jest rok 1847. Juliusz Roger, 4 lata po uzyskaniu lekarskiego dyplomu, przybywa na Górny Śląsk. Korzystając z zaproszenia księcia raciborskiego Wiktora I, przyjmuje stanowisko Królewskiego Radcy Sanitarnego. Tak zaczyna się nowy rozdział w jego życiu i tak zaczyna się historia rybnickiego szpitala…
Juliusz Roger (1819–1865) był niemieckim lekarzem, który przybył na Górny Śląsk w połowie XIX wieku. Pracując jako nadworny lekarz księcia raciborskiego, zaangażował się w poprawę warunków zdrowotnych mieszkańców. Swoje działania skupił na opiece nad ubogimi i zwalczaniu epidemii, które nękały region, takich jak cholera czy tyfus. Roger zdobył uznanie jako społecznik i propagator edukacji zdrowotnej, a także jako entomolog i zbieracz pieśni ludowych.
Był pomysłodawcą budowy szpitala w Rybniku, który został otwarty w 1869 roku, już po jego śmierci. Szpital ten, nazwany jego imieniem, był przeznaczony głównie dla kobiet. Początkowo posiadał 28 łóżek, a opiekę nad pacjentkami sprawowały siostry zakonne. Placówka szybko się rozwijała, a na przełomie XIX i XX wieku rozbudowano ją o nowe pawilony oraz kaplicę.
W XX wieku Szpital Juliusza stał się jednym z głównych ośrodków medycznych w regionie, oferując pomoc w różnych dziedzinach medycyny. Podczas I i II wojny światowej służył również rannym żołnierzom. Po wojnie placówka rozwijała się, otwierając kolejne oddziały, w tym okulistyczny, laryngologiczny i dermatologiczny. W latach 90. XX wieku rozpoczęto przenoszenie oddziałów do nowego szpitala w Orzepowicach, a budynki Szpitala Juliusza stopniowo opustoszały i popadały w ruinę.
W 2022 roku zakończono rewitalizację pawilonu „Rafał”, który obecnie pełni funkcje edukacyjno-kulturalne jako Edukatorium Juliusz. Trwa również modernizacja pawilonu „Juliusz”, która pozwoli na dalsze wykorzystanie tego zabytkowego kompleksu.
Niniejszą wystawę przygotowaliśmy we współpracy z Muzeum im. o. Emila Drobnego w Rybniku oraz Edukatorium Juliusz. Znajdziesz na niej nie tylko sprzęty szpitalne, ale także fotografie, przedstawiające siostry Boromeuszki trakcie pracy instumentariuszki oraz w przyszpitalnym ogrodzie warzywnym, a także wejścia do budynków szpitalnych “Juliusz” i “Rafał”.
Ty też możesz stać się współtwórcą tej ekspozycji, zostawiając swoje wspomnienie związane z budynkami “Juliusza” na przygotowanych karteczkach lub wysyłając je na adres: promocja@biblioteka.rybnik.pl
PRZECZYTAJ WSPOMNIENIA
* Mój brat miał tu operację.
* Ten szpital, kiedy zaczynałem pracę, był bardzo zagęszczony. Był oddział wewnętrzny, dermatologia, ginekologia. Przyjmowaliśmy też dzieci, była kostnica. Potem się pojawiła laryngologia, a na miejsce ginekologii pojawiły się inne oddziały – takie jak onkologia. Szpital żył, zawsze były w nim jakieś małe remonty. To był ładny szpital, nie tak czysty, żeby się wszystko błyszczało, bo na odmalowywanie nie było znowu tak dużo pieniędzy, ale szpital spełniał swoje zadania. Potem się wszystko zapadło. Kiedy otwarto szpital wojewódzki, o nim zapomniano. Teraz pojawiła się tam część dydaktyczne, myślę, ze jest to słuszne, bo dzięki temu „Juliusz” jakoś żyje… Ale wtedy żył innym życiem, blisko pacjenta.
* W latach 60-tych narkozę dawali pielęgniarze. Na Rudzkiej pracował pan Praszelik, który był narkotyzerem. Zdarzało mu się szybciej zasnąć niż pacjentowi – kiedy stał and nim, dawkując eter, sam również był poddawany jego działaniu – gaz parował na niego, być może nawet bardziej niż na pacjenta. Często operujący mówili „Praszelik, nie śpij!”, bo pacjent zaczynał się budzić. Gdyby dzisiaj coś takiego się wydarzyło, to byłby kryminał. Wtedy – mieliśmy tylko takie możliwości. Mimo to lekarze z „Juliusza” wykonywali bardzo poważne zabiegi – nawet takie, których klinika by się dzisiaj nie powstydziła na ginekologii.
* Chciałem robić specjalizację z interny, szef mówił: jeśli chce pan u mnie pracować, to jest Pan tutaj od 8.00 do 13.00 na oddziale i od 17.00 do 19.00 wieczorem. Nie, to nie. On też był zawsze rano i popołudniu – by ordynator na oddziale. Dzisiaj niestety jest tak, że bardzo mało jest lekarzy na etacie – zwykle ordynator i jego zastępca. Reszta przychodzi z doskoku na krótko, niewiele przez to wiedzą o pacjentach – bo kiedy mają się z nimi zapoznać. Myśmy widzieli pacjenta i rano, i popołudniu i na dyżurach nocnych. To była inna praca. Ale wtedy pacjenta nie monitorowała aparatura – musiał być przy nim lekarz. Teraz jest trochę inaczej.
* Ciekawa wycieczka.
* Pierwse spotkanie z pacjentami - przebywałem na oddziale przewlekle chorych ("chrzest bojowy") :)
* Bardzo fajnie, zmusza do myślenia spektakl. Miły piątkowy wieczór
* Piękny budynek
* Fajna wycieczka
*Super zabawa

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Narodowego Centrum Kultury: Kultura - Interwencje. Edycja 2024.